29.07.2019
Finanse Polski najlepsze od 10 lat. To może się jednak zmienić

Powiedzmy sobie szczerze - wyniki budżetowe na chwilę obecną są krzepiące. Zadłużenie Naszego kraju może okazać się najmniejsze od dziesięciu lat, czyli od 2008 r. Czy jest więc teraz czas na świętowanie i "konsumowanie" owoców naszej pozytywnej tendencji? - Uważne przyjrzenie się długoterminowemu wykresowi prowadzi do zupełnie odmiennej konkluzji. Finansami publicznymi rządzą nie tyle bieżące materie, lecz wieloletnie trendy a mianowicie sugeruje Tomasz Hońdo z Quercus TFI. A to oznacza, że Polska może zaraz zacząć się ponownie intensywnie zadłużać.

Mateusz Morawiecki powinien mieć się na baczności. W 2006 r. ówczesny premier Kazimierz Marcinkiewicz w rządzie PiS mówił o bardzo rzetelnych tendencjach budżetowych, rosnącej gospodarce i zejściu z deficytem budżetowym poniżej 3 proc. PKB, co pozwoliłoby zapoczątkować rozmowy o wprowadzeniu w naszym kraju euro.

Kiedy grubo ponad rok później minister Rostowski w rządzie Platformy Obywatelskiej chwalił się, iż deficyt całego sektora zasobów publicznych sięgnął 1, dziewięć proc. PKB, analitycy pisali, że to dobry wynik (zupełnie tak jak obecnie pisze się o efektach finansowych PiS), ale przy tak znakomitej sytuacji ekonomii światowej powinien on okazać się jeszcze mniejszy (pamiętajmy, był 2007 r. - zenit przedkryzysowej koniunktury, ale w mediach dominowała wtedy raczej narracja oszczędzania na przyszłość, a nie zwiększania wydatków socjalnych, jak ma to miejsce obecnie).

Finanse Polski najlepsze od dziesięć lat. To może się jednak zmienić

Tak czy naprawdę, 1, 9 proc. PKB z 2007 r. był najlepszym wynikiem w historii, a wcześniej kasa państwa tak dobrze znalazła się w 1999 r., kiedy to brak sektora rządowego i samorządowego (tzw. general government) sięgnął 2, 2 proc.

I jakoś tak dziwnie się składa, że fazy, kiedy deficyt się zmniejszał, przychodziły mniej więcej co dziesięć lat. Teraz jest podobnie. Wedle najnowszych danych Eurostatu brak polskiego sektora rządowego jak i również samorządowego zmalał po II kwartale do 1, 8 proc. PKB (deficyt liczony jako suma z czterech kolejnych kwartałów).

- Deficyt polskiego sektora finansów publicznych w porównaniu z PKB jest najmniejszy od dziesięciu lat. Wydaje się być jednak pewien problem – w przeszłości, gdy brak był tak mały, potem… zaczynał rosnąć na skutek globalnego spowolnienia - zauważa Tomasz Hońdo, starszy analityk Quercus TFI.

Według niego finansami naszego państwie może rządzić wieloletni "supercykl". Zobaczcie przygotowany poprzez analityka wykres:

Foto: Qnews. pl na podst. Eurostatu. Wieloletni "supercykl" w polskich finansach ogólnych

- Od czasu kryzysu z lat 2008-2009, który wywołał rekordową dziurę w finansach publicznych, trwa stopniowa poprawka (chwilową przerwę przyniósł tylko rok 2013). W tymże czasie deficyt w Polsce skurczył się z przeszło 7 proc. PKB do wspomnianych 1, 8 proc. PKB - pisze Hońdo.

Czy jest zatem obecnie czas na świętowanie i "konsumowanie" owoców tej pozytywnej tendencji? - Uważne przyjrzenie się naszemu długoterminowemu wykresowi prowadzi do całkowicie odmiennej konkluzji. Nie nie ulega wątpliwości na razie, czy wówczas słuszna obserwacja, ale aż prosi się o morał, że wieloletni "supercykl" przy finansach jest już w mocno zaawansowanej fazie jak i również jest w okolicy zabytowych szczytów - wyjaśnia ekspert.

Według niego komplet tego sugeruje, że finansami publicznymi rządzą nie tyle bieżące kwestie, lecz wieloletnie tendencje:

Od siedmiu czasów mamy pozytywną tendencję. Lecz kto wie, co przyniosą kolejne lata? Interesująco po tym miejscu wyglądają nasze niedawne rozważania na temat kolejnej recesji w USA.

Przypomnijmy, że obecny czas bez recesji należy w tej chwili do najdłuższych w opowieści. Gdyby miał zostać wyrównany rekord z poprzedniego wieku., to kolejna recesja powinna pojawić się za ok. 2 lata. Czyli czasu dysponujemy już stosunkowo niewiele.

Deficyt budżetowy, a niedostatek sektora finansów publicznych Polski

Niemniej, obecnie sytuacja budżetowa po odniesieniu do lat poprzednich jest krzepiąca. Według Ministerstwa Finansów nadwyżka budżetu państwa po dziewięciu miesiącach roku kalendarzowego wyniosła 3, 775 mld zł przy zakładanym deficycie w całym roku na poziomie 59, 3 mld zł. W przedstawionych informacji okazuje się, że zrobienie planu dochodowego na skraj września wyniosło 80, sześć proc., a planu wydatkowego tylko 67, 2 proc.

- Pokazuje wówczas, że nadwyżka jest pokłosiem zarówno wyższego tempa profitów, jak i również niższej dynamiki wydatków państwa. To właśnie druga z nazwanych wielkości będzie mieć doskonale duży wpływ na fakt, że sytuacja budżetowa ulegnie znacznemu (oczekiwanemu) pogorszeniu po ostatnim kwartale - powiada z kolei Arkadiusz Balcerowski wraz z Insider FX.

Jak zauważa, skumulowany wynik sytuacji budżetowej państwa po 9 miesiącach jest najlepszy po historii, "do tej okresy po trzech kwartałach tylko raz udało się uzyskać marginalną nadwyżkę w 2008 roku. " Na skraj roku zrobi nam się jednak bardzo ciekawa sprawa. Aktualnie resort Mateusza Morawieckiego szacuje, że deficyt zupełnego sektora finansów publicznych w całym roku wyniesie mniej więcej 50 mld zł, zaś deficyt budżetu państwa odrobinę ponad 30 mld złotych. A to oznacza, że w ciągu zaledwie trzech miesięcy dziura w budżecie urośnie o ponad 33 mld zł. Ekonomiści szacują, że ministerstwo pewnie zostanie chciało przerzucić część wydatków z 2018 r. dzięki ten rok (szczególnie jeśli chodzi o zwroty VAT-u).

Podsumowując, choć sytuacja finansów polski na pierwszy rzut oka wygląda schludnie, powinniśmy w tej fazie cyklu przygotować maksymalnie nasz finanse na spowolnienie, które, jakim sposobem sugerował Tomasz Hońdo, może nadejść szybciej, niż mnie się wydaje.

Co więcej, każdy doskonale wydaje sobie sprawę, że rekordowe wydatki na cele społeczne są bardzo nośne medialnie, a "dzielenie się owocami wzrostu gospodarczego" i potężniejsza solidarność z dotąd wykluczonymi grupami społecznymi to jak na przykład najbardziej słuszne postulaty (Międzynarodowy Fundusz Walutowy nierówności dochodowe wskazuje jako główne ryzyko dla świata, bo z niego wynikają wszelkie konflikty, wzrost niezadowolenia wśród młodocianych, popularność partii radykalnych, nieufność wobec instytucji państwa i tym podobne. ). Trzeba jednak odszukać złoty środek. Wzrost sztywnych wydatków socjalnych w czasie znakomitej koniunktury nie jest niczym złym, robi to wielu państw świata. Chodzi jedynie o skalę tego zwiększania i cel przeznaczenia pieniędzy (pytanie zasadnicze brzmi lub pobudzają one ludzką aktywność, czy ją usypiają).

Koniec końców, jeśli nie skroimy finansów Polski poniżej realia, bacząc na potencjalne wypadki przy pracy (krachy, spowolnienia, spadkowe fazy cyklu), a jedynie pod nasze aspiracje (a te zawsze będą wygórowane) to, lub w niedalekiej przyszłości będziemy musieli się bardzo szybko zadłużać (tak jak w latach 2000-2004, 2007-2011), lub ścinać rozpasane wydatki, na co nie jawi się być chętna żadna władza, bo jednoczy się to z niezadowoleniem społecznym i większą okazją na przegranie kolejnych decyzji parlamentarnych. Polityk, który zostanie potrafił wypośrodkować te materie, powinien zasłużyć nie tylko na uznanie wyborców, ale także najbardziej ortodoksyjnych ekonomistów i obserwatorów rynku.